Zmierzch Tytanów

Parę dni temu natrafiłam na ciekawy tekst. Nie jest może najświeższy, ale ciągle aktualny. I cieszę się, że Komisja Europejska szuka winnych kryzysu nie tylko wśród banków. Tekst, który mam na myśli napisał Jan Cipiur i nosi tytuł „Komisja rzuca wyzwanie Wielkiej Czwórce doradców”. Został opublikowany w dniu 06-10-2011 r. na stronie www.obserwatorfinansowy.pl.

Autor przewiduje, że bezpośrednim wpływem kryzysu będzie ograniczenie roli tzw. Wielkiej Czwórki, czyli firm Deloitte, Ernst & Young, KPMG i PwC. Komisja Europejska zdaje sobie sprawę, że jedną z bezpośrednich przyczyn kryzysu jest brak reakcji audytorów na widoczne oznaki kłopotów finansowych ponadnarodowych koncernów. Trudno się tu nie zgodzić z autorem. Nie wiem, czy pamiętacie, w jaki sposób zaczął się globalny kryzys. Wszystko zaczęło się od wydarzenia sprzed dekady, które miały miejsce w Stanach Zjednoczonych. Upadek Enronu wstrząsnął ówczesną Ameryką, ale to był dopiero początek bankructw, których źródłem były oszustwa księgowe oparte na fałszowaniu raportów finansowych. Niedługo potem nastąpiło bankructwo firmy WorldCom, które zdetronizowało upadek Enronu, stając się największym bankructwem w historii Stanów Zjednoczonych . Post factum ustalono, że sprawozdania finansowe spółki Worldcom nie wiele miały wspólnego ze stanem rzeczywistym, obrazowały one stan fikcyjny, rzeczywistość, którą wykreowały osoby zarządzające tymi podmiotami.

Co spowodowało, że największe firmy ówczesnej Ameryki zdecydowały się na kreowanie wyniku finansowego i na przedstawienie nierzetelnego obrazu swych aktywów? Dział Rachunkowości i Audytu SEC w komunikatach w pierwszej kolejności wymieniał chęć zaspokojenia oczekiwań analityków z Wall Street dotyczące zysków. Jedną z form motywowania kadry zarządzającej było przydzielanie opcji na akcje, co wynikało z zawartych umów o wynagrodzenie. Zgodnie z zapisami tych umów osiągnięcie prognozowanego zysku, skutkowało przydzieleniem opcji na akcje jako jednej z form wynagrodzenia. W takiej sytuacji rodziła się pokusa prezentowania danych finansowych zgodnych z oczekiwaniami, po pierwsze aby otrzymać opcje na akcje, a po drugie aby spieniężyć zysk ze wzrostu ceny akcji, co było reakcją na fantastyczne, ale niestety nieprawdziwe wyniki finansowe.

Drugą ważną przyczyną była chciwość właśnie biegłych rewidentów, którzy żądali coraz wyższego wynagrodzenia od klientów, dla których świadczyli usługi audytorskie. Oczywiście nie byli to byle jacy biegli, tylko biegli rewidenci z Wielkiej Piątki (w tym okresie była to jeszcze Wielka Piątka firm audytorskich).  Wynagrodzenie to dotyczyło nie tylko wynagrodzenia za audyt sprawozdania finansowego, ale również za świadczenie ciągłych usług konsultingu. Ponadto biegli rewidenci, skuszeni wizją wyższego wynagrodzenia, przechodzili od firm audytorskich na stanowiska zarządcze w firmach, w których do tej pory badali. Do tego należy mieć na uwadze, że firma audytorska zwykle przeprowadzała audyt co roku w tych samych spółkach. W efekcie audytorów zewnętrznych łączyła znajomość, bądź zażyłość z kadrą zarządzającą badanej spółki. Nie muszę chyba pisać, o którą firmę doradczą chodziło? W tym czasach była jeszcze Wielka Piątka, a po tym „trzęsieniu ziemi” została już tylko Wielka Czwórka.

To samo zauważyła Komisja Europejska w Europie. Liczby są przerażające. W większości państw Unii udział rynkowy firm Wielkiej Czwórki przekracza 90 proc. W Europie są koncerny ponadnarodowe zatrudniające tego samego audytora przez ponad 100 lat.

Do tych samych wniosków doszła również Wielka Brytania. W marcu 2011 r. brytyjska Izba Lordów upubliczniła swój raport nt. działalności Wielkiej Czwórki. „…Wyszło na jaw, że w 2010 tylko jedna ze stu wielkich firm uwzględnionych w indeksie giełdowym FTSE 100 ma audytora spoza tej grupy. Przeciętny okres nieprzerwanej współpracy z jednym audytorem wyniósł wśród tych molochów aż 48 lat. Lordowie składają na największe firmy audytorskie sporą część winy za obecny kryzys finansów świata zachodniego. Twierdzą, że albo wiedziały co się święci w systemie bankowym i nie ostrzegły, albo nie były w stanie wypatrzeć symptomów nadchodzącego załamania, co też im dobrego świadectwa nie wystawia. Powtórzyli za ekspertami, że tzw. Międzynarodowe Standardy Sprawozdawczości Finansowej obowiązkowe w Unii od 2005 r. dla firm giełdowych otwierają przed audytorami zbyt duże pole dla uznaniowości i w efekcie obniżyły standardy rewizji ksiąg.”

Dalej w artykule czytamy „W Wielkiej Brytanii członkowie Wielkiej Czwórki zaliczyli w ostatnich latach dwie ogromne wpadki. Audytorem upadłego banku Northern Rock był PwC, a księgi Royal Bank of Scotland, który z powodu olbrzymich strat musiał zostać przejęty przez państwo badał Deloitte.”

Nie wiem doprawdy skąd wzięła się renoma Wielkiej Czwórki i dlaczego firmy życzą sobie audytorów z tych firm. Z którą księgową bym nie rozmawiała, każda powtarzała mi to samo. Z Wielkiej Czwórki przyjeżdżają osoby młode, średnia wieku zespołu audytorskiego wynosi 25 lat a wiedzy tyle, co kot napłakał. Wiedzą tylko jedno: o co mają poprosić i gdzie mają to wpisać do arkusza w Excelu. Nie mają wiedzy i doświadczenia, aby przeanalizować informacje, które uzyskali i nie mają ani czasu, ani ochoty, aby na podstawie uzyskanych informacji wyciągnąć właściwe wnioski. Czy na tym ma polegać badanie sprawozdania finansowego? Pamiętajcie, za renomą nie zawsze idzie jakość. Przynajmniej nie w tym przypadku.

Powiem Wam jeszcze jedno i to jest chyba najśmieszniejsze. Te młode osoby z Wielkiej Czwórki, właściwie tak naprawdę nie wywodzą się z tych firm, nie zostały tam ukształtowane. Mam doświadczenie w pracy w firmie audytorskiej powiedzmy, że z pierwszej 10 audytorów w Polsce i widziałam, co się działo. Pracownicy niższego szczebla nagminnie byli „podbierani” przez Wielką Czwórkę i kuszeni perspektywą wyższego wynagrodzenia i bliżej nie określonej kariery. Także za gażę wymaganą przez firmę z Wielkiej Czwórki na badanie idą osoby ukształtowane i wyszkolone przez firmę audytorską średniej wielkości, której jednak firma badana nigdy by nie wybrała. Wybrali przecież i chcą zapłacić za doświadczenie i wiedzę audytorów z Wielkiej Czwórki.

Mam nadzieję, że firmy przestaną postrzegać firmy audytorskie, jako narzędzie do potwierdzania i firmowania wątpliwych wyników finansowych. Dopóki się to nie stanie, zawód biegłego rewidenta nie odzyska dawnej świetności. Zachęcam każdego do lektury artykułu „Komisja rzuca wyzwanie Wielkiej Czwórce doradców”. Warto.

PS. Zdjęcie przedstawia Upadek tytanów autorstwa Cornelius van Haarlem.

  • 4 czerwca 2013

  • Ewa Pasieczna

  • 2


Komentarze

Au-Cham, Andrzej-Arek

27 kwietnia 2015 20:15

Tytani to to nie są, bardziej spiskowcy, typu Rotschield-Rockefeler

Ela

5 czerwca 2013 12:17

Jestem właśnie taką księgową, która pracowała z audytorami z Wielkiej Czwórki i mogę potwierdzić brak wiedzy i doświadczenia tych młodych ludzi, którzy są przysyłani na badanie. Nigdy nie zapomnę jednego audytu podatkowego prowadzonego przez firmę audytorską z Wielkiej Czwórki gdy pani na badaniu poprosiła mnie o wydruki kont zespołu 7 z BO na początek roku. Każdy kto był choć na kilku lekcjach rachunkowości wie jak idiotyczne jest to pytanie. Zażądałam zmiany zespołu badającego.